Wyobraźmy sobie: piątek, zimowy poranek, a my –uczniowie klas: 1b, 1e i 2a wraz z opiekunami– ruszamy w stronę Drezna. W autokarze gwar, śmiechy, muzyka w słuchawkach i pytania: „Ile jeszcze?”.
Około południa dotarliśmy na miejsce. Przywitało nas chłodne, rześkie powietrze i lekko zachmurzone niebo. Idealna aura na spacer – w sam raz, by poczuć klimat miasta.
Pierwsze kroki skierowaliśmy na Stare Miasto. To było jak cofnięcie się w czasie – monumentalne budowle, szerokie place i eleganckie fasady.
- Opera Sempera wyglądała jak pałac z bajki.
- Frauenkirche – ogromny, jasny kościół, który aż prosił się o zdjęcie.
- Kościół Nadworny i Albertinum dodawały powagi całej scenerii.
A Tarasy Brühla? Widok na Łabę był tak piękny, że każdy z nas zatrzymał się choć na chwilę, by podziwiać panoramę.
W Zwingerze poczuliśmy się jak w królewskich ogrodach – arkady, dziedzińce i elegancka architektura sprawiały, że każdy kadr wyglądał jak pocztówka. Geometryczne ogrody podkreślały splendor dworu Augusta Mocnego. W XVIII wieku odbywały się tam wystawne uroczystości i bale, które miały olśnić gości i pokazać potęgę Saksonii. Na chwilę przenieśliśmy się w tamten czas: dziedziniec rozświetlony tysiącami świec, muzyka barokowych orkiestr odbijająca się od arkad, eleganckie stroje dam i kawalerów, zapach kwiatów z ogrodów mieszający się z aromatem win i potraw. Wyobrażaliśmy sobie, że uczestniczymy w takim balu.
Najbardziej jednak czekaliśmy na jarmark bożonarodzeniowy Striezelmarkt. I nie zawiedliśmy się! Ogromna, 14-metrowa piramida kręciła się majestatycznie. Pachniało przyprawami, piernikami i słynnym Christstollenem – ciastem pełnym bakalii. Na straganach można było znaleźć wszystko: drewniane zabawki z Rudaw, kolorowe tkaniny, ceramiczne naczynia, wydmuchiwane bombki i ciasteczka z Pulsnitz. A do tego jodła i figurka kominiarza na szczęście – klimat jak z filmu świątecznego. Każdy z nas znalazł coś dla siebie: jedni kupowali pamiątki, inni próbowali lokalnych smakołyków, a jeszcze inni po prostu chłonęli atmosferę.
O 18.00 wsiedliśmy do autokaru – trochę zmęczeni, ale szczęśliwi. W drodze powrotnej większość zasnęła, a ci bardziej wytrwali długo i głośno opowiadali o tym, co najbardziej im się podobało. Do Krakowa dotarliśmy po północy – pełni wrażeń i z głową bogatą w wspomnienia.
To była wycieczka, której długo nie zapomnimy – trochę historii, trochę sztuki, a na koniec magia świąt. Idealne połączenie!
